Belgique – wspomnienie odwiedzin w Brukseli

1st
maj. × ’11

Pod koniec marca Zosię czekały wyjątkowe wydarzenia: pierwsza podróż samolotem i pierwszy wyjazd za granicę, do samego serca Unii Europejskiej, gdzie mieszkają nasi dobrzy znajomi. Była to także okazja do spotkania z Kornelią i Zuzią.

Jakiekolwiek nasze obawy co do wycieczki i tego jak zniesie ją Zosia okazały się na szczeście zupełnie bezpodstawne. Zosia zadomowiła się w Brukseli od razu, a sam lot był niemal bezproblemowy (niemal, gdyż pewną pasażerkę irytowało to, że tak długo nic się nie dzieje zanim wystartowaliśmy).

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Antwerpii. W ciagu kilku godzin Zosia miała przy tej okazji kilka kolejnych „pierwszych” rzeczy: podróż metrem i pociągiem. Flamandia powitała nas wspaniałym dworcem i pochmurną pogodą, która taka pozostała niemal przez całą naszą wycieczkę.




Po powrocie, nasi gospodarze uhonorowali nas wspaniałą kolacją, której wysoka stawka została zrównana następnego wieczoru u rodziców Zuzi. Była to także okazja do spotkania się wszystkich trzech dziewczynek. O ile podczas ich pierwszego spotkania zachowywały się jeszcze nieco zachowawczo, to następnego wieczoru odbyło się już pełne szaleństwo dwulatek!

Wracając do naszej wycieczki – po Antwerpii przyszła pora na Brukselę. Plan dnia był poniekąd złożony. Najpierw lunch blisko siedziby Komisji Europejskiej, a potem odwiedziny Atomium. Następnie szybki powrót, wysłanie przez Zosię kartek z pozdrowieniami i krótka wizyta na Grand Place (uznawanym za najpiękniejszy rynek w Europie).



Kolejnego dnia był hit naszej wycieczki – Brugia! Mieliśmy sprawnie przejechać belgijskimi autostradami do przez wielu uznawanych za najpiękniej zachowanego średniowiecznego miasta i spędzić tam kilka godzin. Pogoda dopisywała – pierwszy raz wyszło słońce, było cudownie. Z jednym małym wyjątkiem – tata dostał bardzo silnego ataku rotawirusów (grypy żołądkowej), który niemal nie skończył się w szpitalu… wujek Jacek poświęcił się i odwiózł niemal dogorywającego Przemka do Brukseli. Po wizycie w Brugii zostało tylko jedno zdjecie:


Mimo wielkich obaw, choroba nie pokrzyżowała jednak planów powrotnych. W niedzielę nastąpiło cudowne ozdrowienie wspomagane solidnymi środkami farmakologicznymi. Tata z wujkiem, Kornelią i Zośką wyszli jeszcze na pożegnalny, parogodzinny spacer… a potem powrót do Krakowa! Pierwsza wycieczka zagraniczna zaliczona


Opublikowano w Uncategorized | Skomentuj

Zima – filmy!

27th
mar. × ’11

I. Boże Narodzenie i impreza sylwestrowa.

II. Zima!

Opublikowano w Uncategorized | Skomentuj

Zima (niemal) bez śniegu

26th
mar. × ’11

Niewątpliwie, jednym z najbardziej kojarzących się z Zimą wydarzeń są Świeta Bożego Narodzenia. W roku pańskim 2010 zainaugorowane zostały przez Zosie poprzez ubranie choinki w naszym krakowskim mieszkaniu.


Czy wspominalismy juz ze Zosia jest wulkanem energii? Jesli nie – to wspominamy. Dowód na załączonym obrazku. Pogoń za… nie wiadomo do końca czym (być może za Jackiem).


Pomoc dziadkowi jest zapewne jedną z metod pokazania Zosinego uwielbienia…


…oczywiście nie tylko przy sprawach elektrycznych, ale także związanych ze składaniem mebli…

…lub ubieraniem choinki (ponieważ to już druga choinka tego miesiaca, Zosia dysponuje pewną wprawą).

Apropo choinki – oto jak została zdobyta. Nie obyło się bez negocjacji z panią kierowniczką Maggie.




A w wolnych chwilach i przy odpowiednich warunkach pogodowych – szaleństwa na sankach!


Tego roku, nasza rodzina stała się dużo liczniejsza. Powitaliśmy Stasia i Helenkę, którzy towarzyszyli nam w Wigilię.


Okres Świąt był także doskonałym czasem do grzebania w starych rzeczach i wynajdowania kompromitujących pamiątek. Tu – ciocia Magda trzyma banner ktory kiedyś wisiał w pokoju akademckim dziadka Zbycha…


Po Świętach, krótki oddech i wyjazd do Zakopanego na tradycyjnego Sylwestra ze Zjebami (i Zjebiątkami). Zosia sprawiła sobie szykowne sanki, na których pokonywała całkiem spore odległości podczas (mroźnych) spacerów.


Podczas imprezy sylwestrowej, jedną z najlepiej bawiących się osób był niewatpliwie Dziabąg. Zwinęła przebranie za Forfiter należące do Tymka (w którym się znakomicie czuła) a potem szalała na parkiecie…



Wkrótce po powrocie do Krakowa znowu zawitaliśmy na podkarpacie. Zosia nie mogła przegapić imprezy kolędowej!


Jednym z najbardziej trafionych prezentów choinkowych okazały się być zwykłe proste klocki. Niewątpliwie, Zosia wykazywała spore talenta inżyniersko-architektoniczne podczas budowania modelu tej wieży…

Ta Zima była pełna różnego rodzaju imprez… W lutym czekały na nas najpierw urodziny mamy (18 !!!) a później urodziny Groszka, tym razem w Kalwarii Zebrzydowskiej, gdzie spędziliśmy kilka wspaniałych dni.









Oczywiście, czas był spędzany nie tylke na improzowaniu. Także na zabawie ciastoliną tudzież… zajmowaniu leżaka kota Jacka. Nie wspominając już o setkach przeczytanych (i oglądanych) bajek, wielu lotach samolotowych czy też pogoniach w tę i z powrotem.




Zatem nie powinno dziwić że od czasu do czasu można się zmeczyć.




Byleby tylko nie przegonić w tym kota Jacka!


I tak, dni zaczeły się robić coraz cieplejsze, noce coraz krótsze, a plac zabaw coraz bardziej dostępny (wcześniej zbyt szybko się ściemniało po powrocie ze żlobka). Znak że nadciąga wiosna!


Opublikowano w Uncategorized | Skomentuj

Jesień…

20th
gru. × ’10

Jesień… Zosia kończy półtora roku. I idzie do żlobka! Ale nie tylko… Zresztą popatrzcie sami:

Przeglądanie książki z kotkami (ooops, przepraszam, „jaciykami”).

Makijaż jest kolejną sztuką za pomocą której Zosia postanowiła się wyrażać. Tu ręka taty. Ręka mamy wyglądała podobnie.

But. Należy go zbadać. Zwłaszcza dlatego że tak świetnie sobie radzi w kałużach.

Tekst na okładce: „Poligamia. Jeden mąż i 80 żon”.

Czy samochodzik można uprać?

Szaleństwa na placu zabaw! Jesień zaczyna coraz mniej przypominać lato a coraz bardzej zimę… A Zosia za kilka dni pójdzie po raz pierwszy do żłobka.

Praca zespołowa jest kluczem do sukcesu. Luty 2011: Tapeta zrobiona przez Dobrawę i Zosi budzi od wielu miesięcy podziw wszelkich gości.

Czy po tym wszystkim nie można się zmęczyć? Można.

Najważniejsze wydarzenie grudnia: witamy Helenkę! Brawo Helenka! Brawo Kasia! Brawo Stasiu! I brawo Zosia, że tak pięknie przyjęłaś swoją kochaną kuzyneczkę!

Opublikowano w Uncategorized | Skomentuj

Lato…

31st
paź. × ’10

Ach lato… Tego roku spędzone głównie w Dębicy, razem z mamą, ciocią Ewą i okazjonalnie tatą…

Wesele Kasi i Stasia. Zosia bawiła się doskonale. Nam (naiwnym rodzicom) wydawało się że pewnie przed północą się zmęczy… ale nie. Kiedy w końcu padnięci zabraliśmy ją po 3 rano, ona szalała jeszcze w mieszkaniu kolejną godzinę.

Następnego dnia Zosia zaoferowała swą pomoc w segregowaniu prezentów…

Potem powrót do Dębicy… Spacery z mamą…. W międzyczasie – pierwsze samodzielne kroki!

Targania konewki w Gnojnicy…

Powrót na chwilę do Krakowa – podziwianie widoku na Wawel w Mandze.

Znowu Dębica, oczekiwanie na powrót babci i gonienie kota po ogrodzie. Tego dnia silny, acz ciągle ciepły, letni, wiatr nie ułatwiał Zośce zadania.

Powrót do Krakowa na dobre. A tam… pierwsza wyprawa autobusem! (Skoda kolejny raz zaniemogła)

Pierwsze próby artystyczne.

Sprawdzanie pisaków cioci Kasi.

Spotkanie z dalekim kuzynem.

Jedna z ulubionych aktywności Zosi Anno Domini 2010: sprawdzanie największej kałuży na placu zabaw.

Spacer z babcią Celiną.

Czy ja pisałem coś wyżej o sprawdzaniu kałuży? Inny dzień. Prawdopodobnie ta sama kałuża…

Ach lato… to już koniec ?! Ostatnie ciepłe dni tego roku. Wizyta w Muzeum Lotnictwa. Zachwyt Zosi.

Opublikowano w Uncategorized | Skomentuj

Jak stłuc sobie głowę?

24th
sie. × ’10

Sposób #5438:

Opublikowano w Uncategorized | Skomentuj

Przygody Zosi – zima, wiosna i pierwsze urodziny

9th
lip. × ’10

Życie Zosi obfitowało w tym okresie w wiele ciekawych wydarzeń. Popatrzmy na niektóre z nich:

Odkrywanie zdolności akustycznych łyżki
Odkrywanie zdolności akustycznych łyżki

Wielkanoc…

Mama pięknie gra, a Zosia, jak widać, ujawnia swój charakter melomana.

Pożywne stare gazety.

Czekając na lotnisku w Rzeszowie/Jasionce na przylot dziadzia Józia…

Stawianie kroków ze Zbychem. Tego dnia zwiedzili w ten sposób niemal cały dom…

Urodziny? Tego dnia nikt nie może Zosi odmówić małego spaceru!

Ach, Zosi tego dnia bardzo smakował Sudocream. Tak bardzo że wydłubała niemal całą zawartość puszki z nim.

Hala odlotów. Dziadzio Józef wraca na Long Island…

Fascynacja „motylkami”, które to abstrakcyjne figure tworzył Zbychu.

Spotkanie z wujkiem Stephenem.

Huśtawka! Senna, letnia atmosfera. Ciepły wieczór i zapach kwiatów…

Opublikowano w Uncategorized | Skomentuj

STO LAT, A NAWET TYSIĄC!!!!!!

20th
maj. × ’10

DZIŚ SĄ ZOSI URODZINY !!!

A już za dwa dni impreza, tort i zdmuchiwanie pierwszej świeczki… ot, życie zatoczyło koło od kiedy tata prawie 30 lat temu śpiewał ‘too lat’ razem z dziadkiem Stefanem….

Opublikowano w Uncategorized | Skomentuj

Kiedy Zosia „zjadała” stópki…

18th
kwi. × ’10

Czyli wreszcie wrzuciliśmy do galerii serię zdjęć sprzed pół roku. Ile w tym czasie się zmieniło ?! O gryzieniu stópek już dawno zapomnieliśmy.

A pozatym, to mam takie wrażenie że kiedyś mogę oberwać za wrzucanie takich „kompromitujących” zdjęć…

Opublikowano w Uncategorized | Skomentuj

Mały ucieknier….

16th
kwi. × ’10

Mały uciekinier… już za kratkami.

Kilka tygodni temu Zosia zaczęła bardzo żwawo i efektywnie poruszać się po mieszkaniu. Początkowo w pogoni za kotem Jackiem, ostatnio w pogoni za… czymkolwiek (choć wysoko na liście znajduje się np. odkurzacz).

Opublikowano w Uncategorized | Skomentuj